Tag Archives: Abraham Maslow

Siła nawyku, czyli tak robią wszyscy (i wszystkie)

Happy end zawsze był mocną stroną amerykańskich pisarzy. Podnosi na duchu, pozwala uwierzyć, że pracowity i uczciwy David może pokonać Mr. Goliatha. Charles Duhigg, autor książki „Siła nawyku”, siłę happy endu wykorzystał do cna – fundując czytelnikom dokładnie 19 happy endów w jednej zaledwie książce – średnio jeden na 20 stron. Książka sprzedaje się doskonale.

siła nawyku duhigg

„Siła nawyku. Dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”, Charles Duhigg

Przekaz jest komunikatem

Niewiele książek z kategorii zgrabnie nazwanej przez Anglosasów „non-fiction” dostało tyle marketingowego wsparcia w Polsce, co „Siła nawyku”. Kampania w internecie, fanpage na facebooku, uznana specjalistka terapii uzależnień prof. Ewa Woydyłło która w mediach opowiada o książce i a na swoim blogu deklaruje, że zajmuje ją ostatnio głównie promowanie „Siły nawyku”. Książkę trudno też przegapić na półkach – połączenie intensywnie żółtego koloru (bliskiego temu którym najpierw CNN, a za nim inne informacyjne stacje, zastąpiły pasek czerwony by przykuć uwagę widza) i czerwonych liter rzuca się w oczy z daleka. Konstrukcja książki też jest świetnie przemyślana – każda opowieść jest opowiedziana na wzór nawyku, według wzoru sygnał- działanie-nagroda. Duhigg za każdym razem rozpoczynając nowy wątek daje nam sygnał – oto widzimy bohatera w stanie klęski . Od razu pozwala zasmakować nagrody – pokazując tego samego bohatera w chwili tryumfu. Po czym każe czekać na pełne smakowanie zwycięstwa opowiadając historię od początku do końca.

Proste historie

Tak dzieje się z Lisą Allen, którą poznajemy jako niepanującą nad swoim życiem ani wagą 34-latką, której małżeństwo właśnie się rozpadło. Niedługo później dzięki wyrobieniu nawyku uprawiania sportu Lisa może stać się bohaterką rubryki „Żyj zdrowo i szczęśliwie”. Drake Stimson, marketingowiec P&G, odkrywając potęgę nawykowego spryskiwania odświeżaczem dopiero co poskładanej pościeli zarabia dla pracodawcy miliardy dolarów. Tony Dungy ćwicząc w zawodnikach odruchy zamiast decyzji wydobywa prowincjonalny klub NFL z gigantycznej zapaści i dociera na szczyt zdobywając upragniony Super Bowl. Michael Phelps dzięki nawykowemu pływaniu bije rekord świata płynąc ostatni dystans na ślepo – z okularami pełnymi wody.  Travis Leach, dziecko narkomanów, wyrasta na jednego z kluczowych menedżerów Starbucksa, Paul  O’Neil doprowadza Alocę do świetności dzięki skupieniu się na nawyku dbaniu o bezpieczeństwo, a Rosa Parks staje się zaczątkiem buntu, który wyniósł na szczyt Martina Luthera Kinga i doprowadził do usunięcia segregacji rasowej z USA.

Tezy Duhigga są proste i pociągające. Po pierwsze – nawykowo robimy znacznie więcej rzeczy, niż nam się wydaje. Poznając mechanizmy nawyków zyskujemy większą kontrolę nad sobą i lepiej rozumiemy innych (to przypadek Drake’a Stimsona). Po drugie – mózg wykształcił nawyki żeby w prostych sprawach zastąpiły myślenie. Jeśli czas reakcji jest kluczowy – a tak jest np. w sporcie – nawyki popchną do działania lepiej (bo szybciej), niż przemyślana decyzja. Tony Dungy wykorzystał to do wejścia na trenerski szczyt NFL. Po trzecie – silne nawyki porządkują życie także w sferach które nie są z nawykiem bezpośrednio związane (nawyki wpajane pracownikom Starbucks pozwoliły dziecku narkomanów stać się wzorowym menedżerem). W ten sposób nawyk staje się kluczowy, czyli zmieniający na lepsze całe życie. Po czwarte – nawyki społeczne mogą w chwili zagrożenia zadziałać jak cement spajając grupy, które wydawały się być słabo ze sobą powiązane (historia Rosy Parks, której aresztowanie za to, że nie ustąpiła w autobusie miejsca białemu Amerykaninowi stało się początkiem ogólnoamerykańskiego ruchu przeciw segregacji).

KISS

Duhigg świetnie stosuje amerykańską zasadę KISS – Keep It Simple, Stupid. Nigdy nie pozwala sobie na wplatanie do opowieści medycznego, psychiatrycznego, czy psychologicznego żargonu którego musiał nasłuchać się i naczytać sporo w czasie zbierania materiałów do książki. Zamiast żargonu cierpliwie tłumaczy czytelnikowi niejasności. Stosuje tu zmodyfikowaną do potrzeb do realiów non-fiction narrację skrzynkową. Kiedy w historii podstawowej pojawia się szczegół wymagający opowiedzenia – Duhigg na chwilę zawiesza główną narrację i rozpoczyna zupełnie nową, z własną pointą. Nie ma tu co prawda opowiadania ustami bohaterów, bo prof. Wolframa Schultza, jednego z autorów badań na których opierał się Duhigg, zapewne trudniej byłoby zmusić  do opowiadania cudzej historii, niż cervantesowskiego don Kichote. Ale i tak jest niezwykle zgrabnie.

Młot (dla czarowników)

Niestety Duhigg uległ niestety pokusie, przed którą w „Psychology od science” przestrzegał Abraham Maslow –   pokusie potraktowania wszystkich problemów jak gwoździe. I próbując wręczyć młotek każdemu czytelnikowi pomija niemal wszystkie ryzyka wiary w uzdrawiającą siłę nawyków. Jeśli stawia pytania to banalne. Jak to, czy osoba która na podstawie bardzo pierwotnego nawyku zabija nieświadomie własną żonę podlega odpowiedzialności karnej. Prawo karne z odpowiedzią na to pytanie poradziło sobie w późnym średniowieczu. Tymczasem Duhigg wydaje się nie rozumieć, że w opisanej przez niego historii Briana Thomasa, Brytyjczyka który we śnie udusił żonę sądząc, że dusi włamywacza – powodem uniewinnienia stało się nie to, że Thomas działał pod wpływem pierwotnego nawyku. Ale to, że działał nieświadomie. Więc nie można mu zarzucić przestępstwa rozumianego jako zawiniony czyn zabroniony.

Duhigg pomija za to znacznie nowsze pytania – takie jak odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w nawyku społecznym. Zbrodnie nazistów którzy nawykowo i perfekcyjnie dokonali rzezi Europy. Zbrodnie ekstremistów Hutu, którzy w ciągu zaledwie 100 dni wymordowali w 1994 roku w Rwandzie milion osób. Tryumf nawyków nad moralnym wyborem nie musi być tak radykalny – w mniejszej skali dotknął każdego z nas, gdy musieliśmy dłużej czekać w kolejce, bo lekarz nawykowo bez kolejki przyjął znajomego pacjenta. Albo kiedy dzwonimy ze służbowego telefonu w prywatnej sprawie. O tych nawykach społecznych pisze w świetnej książce „Wartości, godność i władza. Dlaczego uczciwi ludzie czasem kradną, a złodzieje unoszą się honorem” prof. Marek Kosewski. Najkrótsza odpowiedź na oba pytania postawione w tytule książki prof. Kosewskiego brzmi – uczciwi czasem kradną, a złodzieje unoszą się honorem z nawyku. Przy czym żaden z tych nawyków nie jest godny pochwały – nawet honor złodziei. Opiera się bowiem na specyficznej etyce, położonej znacznie bliżej więziennej grypsery, niż temu, co uznalibyśmy powszechnie za cenny społecznie wzór postępowania.

 Efekt Mozarta

Duhigg ulega jeszcze jednej pokusie – iluzji potencjału. Christopher Chabris i Daniel Simons w książce „Niewidzialny goryl. Jak intuicja nas zwodzi?” opisują kuszącą moc iluzji sugerujących, że wystarczy zmienić położenie jednego przełącznika, żeby nasze życie radykalnie zmieniło się na lepsze. Na początku pierwszej dekady XXI wieku bardzo popularna była iluzja Efektu Mozarta – rzekomego stymulowania intelektu dzieci  muzyką W. A. Mozarta. Do dziś jedynym udowodnionym wpływem Efektu Mozarta jest wpływ milionów dolarów na konta osób, które tę iluzję sprzedają. Z książką Duhigga jest podobnie – jej czytanie, podobnie jak oglądanie „Cosi fan tutte”, sprawia sporo przyjemności. Autorom obu utworów trudno odmówić bardzo wielu trafnych jednostkowo spostrzeżeń . Ale czerpanie z nich jedynych wzorów do życia może się okazać mocno ryzykowne.

 

Na psa urok

W pewnym teatrze

Leave a Comment

Filed under Recenzje