SCRUM. Ewolucja na turbodoładowaniu

Ta historia rozpoczyna się prawie 70 lat temu. 5 lat po II wojnie światowej dawni sprzymierzeńcy – ZSRR i USA – stają po dwóch stronach frontu. Choć Stalin niechętnie patrzy na wysłanie do Korei armii lądowej – z głębi Chin startują rosyjskie myśliwce MiG-15. Arcydzieło techniki. 1,4 tys. km zasięgu. Pułap – 15,5 km. 1,1 tys. maksymalnej prędkości. I niesamowity ciąg 26,5  kN, dający możliwość wznoszenia o 50 metrów w ciągu sekundy. MiG-15 w każdej kategorii niemal na głowę bił F-86 Sabre, którym dysponowali Amerykanie. A jednak to Amerykanie wygrali wojnę koreańską chwaląc się m.in., że każde 10 strąconych MIGów kosztowało ich zaledwie jednego straconego F-86*.

Manewruj albo giń

Tej historii nie znajdziesz w książce „Zarządzanie projektami ze SCRUMem.”** Ale decyduje ona o tym, dlaczego  musisz poznać SCRUMa – niezależnie od tego, czy zajmujesz się produktem, finansami, czy sprzedażą.

 

Zastanawiając się nad fenomenem – dlaczego ewidentnie słabsze amerykańskie samoloty rozniosły radzieckie MIGI – John Boyd, jeden z najbardziej znanych amerykańskich instruktorów lotnictwa doszedł do wniosku, że kluczowe znaczenie miała budowa kokpitu. Amerykańscy piloci mieli nad głowami w pełni przejrzystą owiewkę, która pozwalała im na obserwację zdecydowanie szerszego pola. Radzieckim pilotom widok do góry i na boki częściowo zasłaniały słupki. Boyd uznał, że co prawda Rosjanie mogli realizować manewry lepiej ale – z powodu ograniczeń w polu widzenia – później podejmowali decyzje o ich rozpoczęciu. W ten sposób narodziło się prawo Boyda – o sukcesie decyduje nie precyzja działania, ale tempo podejmowania zmian. Ewolucja na turbodoładowaniu. Przetrwają tylko najlepiej dostosowane produkty. Tym właśnie jest SCRUM.

Właściciel produktu to nie kierownik projektu

„Zarządzanie projektami ze SCRUMem. Twórz produkty, które pokochają klienci” Romana Pichlera w sam raz nadaje się do tego, żeby poznać SCRUM na biznesowym poziomie. Pichler należy do grupy najbardziej doświadczonych europejskich trenerów SCRUM. Urodzony w 1970 roku w Niemczech, karierę autora książek zaczął w 2007 roku tytułem „Scrum – Agiles Projektmanagement erfolgreich einsetzen”. Od prawie dekady mieszka jednak w Londynie i kolejne książki wydaje już po angielsku.

Pichler rozpoczyna swoją książkę od opisania właściciela produktu. Osoby, która ma wizję i potrafi ją zrealizować. Jest liderem, ale takim, który nie zdusi zespołu (samoorganizujący się zespół to – obok właściciela produktu – drugi kluczowy zasób SCRUM). Komunikuje czego oczekuje, ale negocjuje jak cały zespół to osiągnie. Pichler wskazuje też dlaczego nie należy mylić właściciela produktu z kierownikiem projektu. Od kierownika projektu nikt nie oczekuje wizji. Ma być wykonawcą. W dodatku rozliczać zespoły, których nie jest członkiem. Właściciel produktu nie rozlicza, tylko dowodzi i płynie na tej samej łodzi, co reszta zespołu. Mniej miejsca Pichler poświęca SCRUM Masterowi, konsekwentnie  nazywanemu w tej książce „mistrzem młyna” (pojęcie SCRUM Master, które ugruntowało się już w biznesowo-projektowym języku także w Polsce nie pojawia się ani razu). Za to bardzo dokładnie przygląda się procesowi budowania i nieustannego poprawiania wizji produktu. W tym nieustannym poprawianiu znajduje odzwierciedlenie prawo Boyda i powiedzenie Amerykanina: „to, gdzie znajdujesz się dziś nie ma tak dużego znaczenia jak to, gdzie znajdziesz się jutro”. Pichler przestrzega więc nieustannie przed wizjonerskim zadufaniem. „Tworzenie wizji jest procesem odkrywania, pozyskiwania wiedzy i uczenia się, co wymaga eksperymentów”. Czyli nieustannego sprawdzania, czy wizja twórcy i potrzeby odbiorcy nadal się ze sobą zgadzają. Proponuje tu zresztą zastosowanie tzw. cyklu Deminga, twórcy doskonałości japońskiego przemysłu, o którym jego ojczyzna – czyli USA – przypomniała sobie dopiero gdy w latach 80-tych amerykańskie marki zaczęły tracić rynek na rzecz konkurencji zza Pacyfiku. „Wypuszczaj produkt szybko, obserwuj reakcję rynku i dostosowuj do niej swój produkt” – pisze Pichler. Truizm. Ale im genialniejszy produkt właśnie wymyśliliśmy – tym trudniej będzie zastosować radę Pichlera.

Poker planistyczny i tajemnicze „story points”

Jednym z najciekawszych rozdziałów książki „Zarządzanie projektami ze SCRUMem” jest ten poświęcony planowaniu wydania. Wydanie produktu to jego konkretna wersja. Każde nowe wydanie musi być w sposób zauważalny dla użytkowników lepsze od poprzedniego. Co nie oznacza, że musi być w całości inne. Pichler sprawnie opisuje planowanie wysiłku, który jest potrzebny na realizację wydania – i świetnie tłumaczy czym są „story points” (a z naocznego doświadczenia wiem, że nawet doświadczeni właściciele produktu miewają problem z wytłumaczeniem istoty „story points” doświadczonym menedżerom). Pichler proponuje, by kolejne nominały tej SCRUMowej waluty miały wartość 1, 2, 3, 5, 8, 13…., nie jednak nie 21 jak wskazywałby ciąg Fibonacciego, ale 20. Niestety autor nie tłumaczy skąd się bierze ta 20-stka. W startupowym towarzystwie na pewno przyda się też wiedza czym jest „poker planistyczny” i wykres spalania – to zresztą sposób kontrolowania postępu prac, który przyda się nie tylko SCRUMowcom.

Karty do pokera planistycznego

 

Książka Pichlera nie dla SCRUM Mastera

Książka Pichlera jest na wskroś praktyczna. Nie znajdziemy w niej efektownych porównań (choć celnych zdań nie brak), ani własnych koncepcji autora dotyczących drogi rozwoju zwinnych metodyk. Nie jest to również książka dla osób, które postawiły sobie za cel zostanie (albo już zostały) SCRUM Masterem, czyli mistrzem młyna. Dla nich to co najwyżej przystawka przed głównym daniem. Ale dla stykających się ze SCRUMem menedżerów – w sam raz. A na przeczytanie wystarczy zarezerwować sobie jedne, góra dwa wieczory.

 

Paris – Mondial de l’automobile 2016 / Mercedes MAYBACH 6

W czasie, kiedy czytałem „Zarządzanie projektami ze SCRUMem” w Paryżu trwał właśnie doroczny salon samochodowy. Pierwszy, na który marki z ojczyzny Romana Pichlera przywiozły bardzo silną reprezentację aut elektrycznych. Zdążyli na ostatnią chwilę, bo odkąd zaprzyjaźniłem się ze SCRUM nie mam już wątpliwości, że auta elektryczne wygrają ze dieslami. Nie dlatego, że wymusi to jakaś norma Euro X, że są cichsze, ani że mniej się psują. Wygrają, bo można je tworzyć używają SCRUM. A to oznacza, że będą lepsze od spalinowych pod każdym względem.

 

 

—————

* Po otwarciu zimnowojennych archiwów okazało się, że przelicznik był zdecydowanie mniej korzystny dla F-86, niż utrzymywali wcześniej Amerykanie. Ale legenda pozostała.

** Dziękuję Grzegorzowi Mogilewskiemu, który opowiedział mi tę historię i Romanowi Młodkowskiemu, dzięki któremu poznałem Grzegorza Mogilewskiego.

 

 

 

 

Leave a Comment

Filed under Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *